Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Filharmonia - Skrzypek Piotr Pławner oczarował swoje rodzinne miasto !

piątek, 27 listopada 2009 22:49
Dzisiejszy koncert w Filharmonii Łódzkiej, zakończony
niespełna dwie godziny temu był kolejnym mistrzowskim
i pełnym wrażeń dla melomanów. Zaczął się Uwerturą
Koncertową E-dur op. 12 Karola Szymanowskiego. Utwór
był energetyczny, żywy, orzeźwiający wręcz. Mógłby
ilustrować dobry hollywoodzki baśniowy film o miło-
ści. Miał szeroki horyzont dźwiękowy, napięcie ge-
nialnie narastało do finału i, co ciekawe, wioloncze-
le grały właściwie cały czas. Bardziej Szymanowskie-
go cenią chyba na świecie, niż w kraju, choćby Sir
Simon Rattle, czas z tym skończyć, wspaniale było
posłuchać tak udanego utworu i wykonania.
Potem zabrzmiał Koncert Skrzypcowy a-moll op. 53
Antonina Dworzaka, a solistą był łodzianin, nagro-
dzony już na kilku ważnych konkursach - Piotr Pław-
ner. Po pompatycznym, iście niemieckim, początku
Pan Piotr zademonstrował ile trzeba umieć, by wy-
grywać konkursy, a umiał wszystko. Chętnie wchodził
w najwyższe rejestry, imponował ekspresją i żarem,
Jego gra była po prostu doskonała pod każdym wzglę-
dem. Ale Dworzak nie postarał się tu, by także
Łódzka Orkiestra miała co pograć, warstwa orkiestro-
wa była wręcz łatwa, za łatwa dla reszty muzyków.
Gdy 2 miesiące temu Guy Braunstein grał Szostakowi-
cza, I Skrzypcowy, Orkiestra musiała dawać z siebie
wszystko wraz z solistą, więc efekt był większy.
A przy tym Braunstein zagrał cały Koncert niemal
bez ruchu ciała, Pan Piotr zaś "językiem ciała" op-
rócz przejęcia twórczego dawał chyba wyraz zdener-
wowaniu. Może tak i lepiej, na szczęście ludzie są
różni. Brawo Panie Piotrze, znakomita muzyka !
Po przerwie usłyszeliśmy I Symfonię Es-dur Aleksa-
ndra Borodina, utwór trudny dla Orkiestry, o boga-
tej fakturze i stylistyce, wieloznaczny i jak na
symfonię nowoczesny. Jej część II to piękne piana
instrumentów dętych drewnianych, część III to wspa-
niałe solo I wiolonczelisty [brawo !] i ta część to
był prawdziwy popis klasy maestra Daniela Raiskina,
który stworzył tu magię, jakiej jeszcze nie słysza-
łem, tzn. momentalnie znalazłem się w letnim lesie
i wyszedłem dopiero na urzekającą dźwiękowo cz. IV.
Wyszedłem muzycznie po prostu uszczęśliwiony.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Filharmonia - Niezwykły Volodos i świetny Prieto !

piątek, 20 listopada 2009 23:13
Koncert w Filharmonii Łódzkiej, który zakończył się
dwie godziny temu, był niezwykły dla słuchaczy
z dwóch względów: najpierw Arcadi Volodos pokazał
światową klasę pianistyczną a po przerwie porwał
nas meksykański dyrygent Carlos Miguel Prieto.
Nigdy nie uwierzyłbym, że II Koncert Fortepianowy
B-dur op. 83 Johannesa Brahmsa powstał w 1881 roku.
Utwór był naprawdę świeży i współczesny, przypominał
dużo późniejsze osiągnięcia kompozytorów rosyjskich
i francuskich, była nostalgia, świetna gra napięć
między fortepianem i smyczkami, II część ożywiona,
jakby oczekiwaniem, na wstępie III części świetne
solo I wiolonczelisty i jakby rozmowa, smutna roz-
mowa fortepianu ze smyczkami. Część IV figlarna,
nieomal wesoła. Utwór nie zawierał popisów wirtu-
ozerskich, trzeba było odkryć subtelność muzyki
i Pan Arcadi po prostu nie mógł tego zrobić lepiej.
Co ciekawe, Brahms tak napisał Koncert, że każdy
muzyk Orkiestry miał chwilę, gdzie był najważniej-
szy. Brahms, Jego muzyka, to boska doskonałość !
Były cztery bisy, więc wyobraźcie sobie to unie-
sienie łódzkiej publiczności, jeden lepszy od dru-
giego, wirtuozerskie, ale bez przesady. Pan Arcadi
dawno osiągnął techniczną perfekcję, szuka więc
subtelności, harmonii i doskonale potrafi je oddać.
Po przerwie C.M. Prieto, młody szczupły blondyn,
mimo, że Meksykanin, poprowadził Orkiestrę FŁ
najpierw w dwóch suitach S.R. Sancheza do filmu
Redes. W pierwszej wystąpił niezwykły styk muzyki
klasycznej i współczesnej, inspiracja klasyczną
muzyką rosyjską i słyszalne ludowe wpływy meksy-
kańskie. Druga miała niespotykane zestawienia
dźwięków i po prostu genialne narastanie napięcia.
Potem była jednoczęściowa Sinfonia India Carlosa
Chaveza, bezpretensjonalna i wesoła, słyszałem
dźwięki placu targowego w mieście i - pewnie się
zasugerowałem tytułem - maszerujące słonie.
Potem był utwór J. P. M. Garcii Huapango, inspi-
rowany tradycyjnym tańcem meksykańskim, utwór pe-
łen radości życia, wysokich nut i głośności, za-
kończony zawadiackim finałem. Braw było tyle, że
zagrano przygotowanego bisa, autorstwa kompozytora
hiszpańskiego, zagrano wspaniale. Tak się spędza
niezapomniane wieczory proszę Państwa, a ze 12
foteli było wolnych, nie przyszliście, szkoda.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Filharmonia - Dziś muzyka polska w najlepszym wydaniu !

piątek, 13 listopada 2009 22:32
Koncert, który zakończył się w Filharmonii Łódzkiej
dwie godziny temu był przedziwny w najlepszym zna-
czeniu tego słowa. Najpierw Karola Szymanowskiego
Etiuda b-moll op. 4, nastrojowa i z emocjami, te
emocje pięknie "grały" w całym utworze, utwór był
dość powolny i smutny. I przepiękny. Maestro Mar-
cin Wolniewski zadbał także przez cały wieczór
o wspaniałą stereofonię odbioru muzyki.
Potem Exodus Wojciecha Kilara, utwór inspirowany
motywami biblijnej Księgi Wyjścia. Wstęp na dwóch
instrumentach, narastające brzmienia, motyw główny
złożony z siedmiu prostych nut, tysiąckrotnie pow-
tórzony w różnych konfiguracjach. I słyszało się
ten marsz tysięcy stóp przez pustynię. Orkiestra-
cja była nowoczesna tylko przy końcu, brzmienie
wskazywało jednak na lata 70-te XX w. Rewelacja !
I przy tym występował 80-cio osobowy Chór, który
wręcz uderzał łacińskimi słowami w słuchaczy.
Ekspresja i dynamika do potęgi n-tej! Brawo !
A po przerwie Harnasie Szymanowskiego. Słyszałem
je w radiu ze sześć razy ale odtwarzanie radiowe
[sprzęt mam ogólnie niezły] w przypadku Harnasi
ma się jak brzmienie wojskowych do filharmoników.
Po filharmonicznym wstępie z góralskimi dzwone-
czkami usłyszeliśmy góralską pieśń w idealnym
wykonaniu I skrzypka i byliśmy od razu na Podhalu.
Kompozytor odszedł od formalizmu orkiestrowego,
było dużo dynamiki i zmian nastrojów, Chór znów
pokazywał niezwykłą klasę, były dźwięki zawadia-
ckie, bliskie słowiańskim duszom. Solistą był
tenor Tadeusz Szlenkier, szkoda, że dopiero pod
koniec pokazał talent i umiejętności, ale taki to
był utwór. Maestro Marcin Wolniewski dowiódł, że
może już spokojnie mierzyć się z najbardziej le-
gendarnymi i najtrudniejszymi utworami.
A na koniec ogłaszam spotkanie Internetu w cie-
mnozielonych fotelach. Za tydzień Arcadi Volodos,
pianista legendarny, zagra z Orkiestrą: Brahmsa,
Chaveza, Sancheza i Garcię. Będzie się działo !

komentarze (0) | dodaj komentarz

Agata Szymczewska pokazała niezwykły kunszt skrzypcowy !

piątek, 06 listopada 2009 22:28
Półtorej godziny temu zakończył się w Filharmoniii Łódz-
kiej koncert, który zaczął się Baśnią Orkiestrową "Za-
czarowane Jezioro" Anatola Ladowa. Utwór był powolny,
nastrojowy, cudownie niezwykły a jego narastające brzmie-
nia mogłbyby ilustrować dobry film przyrodniczy.
Następnie skrzypaczka Agata Szymczewska z towarzyszeniem
Orkiestry FŁ wykonała Koncert Skrzypcowy A-dur op. 8
Mieczysława Karłowicza. Ten arcytrudny utwór był patety-
czny, ze śladami melodii ludowych Podhala, dawał niezwy-
kłą energię słuchaczom, a w części ostatniej następowało
cudowne przenoszenie środka ciężkości między skrzypaczką
a orkiestrą. Artystka pokazała absolutnie najwyższą kla-
sę gry na tym instrumencie, potwierdzoną bisem - jedną
z saraband J.S. Bacha, która była wręcz magiczna.
Po przerwie maestro Jerzy Salwarowski poprowadził naszą
Orkiestrę w Kaprysie Hiszpańskim N. Rimskiego-Korsakowa,
którego szybki, prawie frywolny początek długo będziemy
pamiętać. Potem nastąpiła część wolna, budująca nastrój
i szalony taniec, z pięknym solo naszego I skrzypka, bra-
wo! I genialnie zagrany finał, nie do opisania.
Koncert zakończyła II Suita Manuela de Falli "Trójgrania-
sty kapelusz", pogodny, miejscami zawadiacki utwór, bar-
dzo bogaty melodycznie, z przejmującą częścią drugą oraz
wręcz monumentalną trzecią, który bardzo spodobał się
publiczności. Braw było tak dużo, że maestro Jerzy Sal-
warowski zarządził w tym hałasie bisa orkiestrowego, po-
dał miejsce rozpoczęcia i zagrano fragment utworu bez
jednego potknięcia. Chętnie gościlibyśmy częściej ta-
kich dyrygentów, którzy przy pomocy Orkiestry i świe-
tnej solistki dają nam w prezencie takie wieczory.
Piotr Sadrakuła.

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 4295

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O mnie

O moim bloogu

Blog 42-letniego mężczyzny z Łodzi, średnie, angielski, komputer, od listopada 2007 bezrobotnego, szukającego pracy jako handlowiec lub PH. " Jestem wojownikiem i ascetą, poszukuję piękna i przyjaźni ...

więcej...

Blog 42-letniego mężczyzny z Łodzi, średnie, angielski, komputer, od listopada 2007 bezrobotnego, szukającego pracy jako handlowiec lub PH. " Jestem wojownikiem i ascetą, poszukuję piękna i przyjaźni " - to moje motto

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.06.2009 16:52:31
  • autor: Guzik
  • treść: Tragedia
    ogar...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: