Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Filharmonia - Niezwykły Volodos i świetny Prieto !

piątek, 20 listopada 2009 23:13
Koncert w Filharmonii Łódzkiej, który zakończył się
dwie godziny temu, był niezwykły dla słuchaczy
z dwóch względów: najpierw Arcadi Volodos pokazał
światową klasę pianistyczną a po przerwie porwał
nas meksykański dyrygent Carlos Miguel Prieto.
Nigdy nie uwierzyłbym, że II Koncert Fortepianowy
B-dur op. 83 Johannesa Brahmsa powstał w 1881 roku.
Utwór był naprawdę świeży i współczesny, przypominał
dużo późniejsze osiągnięcia kompozytorów rosyjskich
i francuskich, była nostalgia, świetna gra napięć
między fortepianem i smyczkami, II część ożywiona,
jakby oczekiwaniem, na wstępie III części świetne
solo I wiolonczelisty i jakby rozmowa, smutna roz-
mowa fortepianu ze smyczkami. Część IV figlarna,
nieomal wesoła. Utwór nie zawierał popisów wirtu-
ozerskich, trzeba było odkryć subtelność muzyki
i Pan Arcadi po prostu nie mógł tego zrobić lepiej.
Co ciekawe, Brahms tak napisał Koncert, że każdy
muzyk Orkiestry miał chwilę, gdzie był najważniej-
szy. Brahms, Jego muzyka, to boska doskonałość !
Były cztery bisy, więc wyobraźcie sobie to unie-
sienie łódzkiej publiczności, jeden lepszy od dru-
giego, wirtuozerskie, ale bez przesady. Pan Arcadi
dawno osiągnął techniczną perfekcję, szuka więc
subtelności, harmonii i doskonale potrafi je oddać.
Po przerwie C.M. Prieto, młody szczupły blondyn,
mimo, że Meksykanin, poprowadził Orkiestrę FŁ
najpierw w dwóch suitach S.R. Sancheza do filmu
Redes. W pierwszej wystąpił niezwykły styk muzyki
klasycznej i współczesnej, inspiracja klasyczną
muzyką rosyjską i słyszalne ludowe wpływy meksy-
kańskie. Druga miała niespotykane zestawienia
dźwięków i po prostu genialne narastanie napięcia.
Potem była jednoczęściowa Sinfonia India Carlosa
Chaveza, bezpretensjonalna i wesoła, słyszałem
dźwięki placu targowego w mieście i - pewnie się
zasugerowałem tytułem - maszerujące słonie.
Potem był utwór J. P. M. Garcii Huapango, inspi-
rowany tradycyjnym tańcem meksykańskim, utwór pe-
łen radości życia, wysokich nut i głośności, za-
kończony zawadiackim finałem. Braw było tyle, że
zagrano przygotowanego bisa, autorstwa kompozytora
hiszpańskiego, zagrano wspaniale. Tak się spędza
niezapomniane wieczory proszę Państwa, a ze 12
foteli było wolnych, nie przyszliście, szkoda.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Filharmonia - Dziś muzyka polska w najlepszym wydaniu !

piątek, 13 listopada 2009 22:32
Koncert, który zakończył się w Filharmonii Łódzkiej
dwie godziny temu był przedziwny w najlepszym zna-
czeniu tego słowa. Najpierw Karola Szymanowskiego
Etiuda b-moll op. 4, nastrojowa i z emocjami, te
emocje pięknie "grały" w całym utworze, utwór był
dość powolny i smutny. I przepiękny. Maestro Mar-
cin Wolniewski zadbał także przez cały wieczór
o wspaniałą stereofonię odbioru muzyki.
Potem Exodus Wojciecha Kilara, utwór inspirowany
motywami biblijnej Księgi Wyjścia. Wstęp na dwóch
instrumentach, narastające brzmienia, motyw główny
złożony z siedmiu prostych nut, tysiąckrotnie pow-
tórzony w różnych konfiguracjach. I słyszało się
ten marsz tysięcy stóp przez pustynię. Orkiestra-
cja była nowoczesna tylko przy końcu, brzmienie
wskazywało jednak na lata 70-te XX w. Rewelacja !
I przy tym występował 80-cio osobowy Chór, który
wręcz uderzał łacińskimi słowami w słuchaczy.
Ekspresja i dynamika do potęgi n-tej! Brawo !
A po przerwie Harnasie Szymanowskiego. Słyszałem
je w radiu ze sześć razy ale odtwarzanie radiowe
[sprzęt mam ogólnie niezły] w przypadku Harnasi
ma się jak brzmienie wojskowych do filharmoników.
Po filharmonicznym wstępie z góralskimi dzwone-
czkami usłyszeliśmy góralską pieśń w idealnym
wykonaniu I skrzypka i byliśmy od razu na Podhalu.
Kompozytor odszedł od formalizmu orkiestrowego,
było dużo dynamiki i zmian nastrojów, Chór znów
pokazywał niezwykłą klasę, były dźwięki zawadia-
ckie, bliskie słowiańskim duszom. Solistą był
tenor Tadeusz Szlenkier, szkoda, że dopiero pod
koniec pokazał talent i umiejętności, ale taki to
był utwór. Maestro Marcin Wolniewski dowiódł, że
może już spokojnie mierzyć się z najbardziej le-
gendarnymi i najtrudniejszymi utworami.
A na koniec ogłaszam spotkanie Internetu w cie-
mnozielonych fotelach. Za tydzień Arcadi Volodos,
pianista legendarny, zagra z Orkiestrą: Brahmsa,
Chaveza, Sancheza i Garcię. Będzie się działo !

komentarze (0) | dodaj komentarz

Agata Szymczewska pokazała niezwykły kunszt skrzypcowy !

piątek, 06 listopada 2009 22:28
Półtorej godziny temu zakończył się w Filharmoniii Łódz-
kiej koncert, który zaczął się Baśnią Orkiestrową "Za-
czarowane Jezioro" Anatola Ladowa. Utwór był powolny,
nastrojowy, cudownie niezwykły a jego narastające brzmie-
nia mogłbyby ilustrować dobry film przyrodniczy.
Następnie skrzypaczka Agata Szymczewska z towarzyszeniem
Orkiestry FŁ wykonała Koncert Skrzypcowy A-dur op. 8
Mieczysława Karłowicza. Ten arcytrudny utwór był patety-
czny, ze śladami melodii ludowych Podhala, dawał niezwy-
kłą energię słuchaczom, a w części ostatniej następowało
cudowne przenoszenie środka ciężkości między skrzypaczką
a orkiestrą. Artystka pokazała absolutnie najwyższą kla-
sę gry na tym instrumencie, potwierdzoną bisem - jedną
z saraband J.S. Bacha, która była wręcz magiczna.
Po przerwie maestro Jerzy Salwarowski poprowadził naszą
Orkiestrę w Kaprysie Hiszpańskim N. Rimskiego-Korsakowa,
którego szybki, prawie frywolny początek długo będziemy
pamiętać. Potem nastąpiła część wolna, budująca nastrój
i szalony taniec, z pięknym solo naszego I skrzypka, bra-
wo! I genialnie zagrany finał, nie do opisania.
Koncert zakończyła II Suita Manuela de Falli "Trójgrania-
sty kapelusz", pogodny, miejscami zawadiacki utwór, bar-
dzo bogaty melodycznie, z przejmującą częścią drugą oraz
wręcz monumentalną trzecią, który bardzo spodobał się
publiczności. Braw było tak dużo, że maestro Jerzy Sal-
warowski zarządził w tym hałasie bisa orkiestrowego, po-
dał miejsce rozpoczęcia i zagrano fragment utworu bez
jednego potknięcia. Chętnie gościlibyśmy częściej ta-
kich dyrygentów, którzy przy pomocy Orkiestry i świe-
tnej solistki dają nam w prezencie takie wieczory.
Piotr Sadrakuła.

komentarze (0) | dodaj komentarz

G. Sokolov zawładną sercami słuchaczy Filharmonii !

środa, 28 października 2009 12:47
Recital Grigorija Sokolova, który zaczął się w Fil-
harmonii Łódzkiej wczoraj o 19.00 opisywany był ja-
ko nadzwyczajny, był także nadzwyczajny jeśli cho-
dzi o klasę wykonawcy i piękno muzyki. Pan Grigorij,
nobliwy dżentelmen, rocznik 1950, grał przed przer-
wą Sonatę D-dur Franciszka Schuberta op. 53, zaś po
przerwie III Sonatę f-moll op. 14 R. Schumanna.
Obie dla wirtuozów, niedzielny pianista zginie przy
interpretacji. W sonacie Schuberta mieliśmy silne
emocje, przeplecione figlarnością, jak rozmowa star-
ca z dzieckiem, płacz i atmosferę lęku, rozwijaną
pięknie dziecięcą piosenkę wiejską, złamaną jakąś
niezgodą z optymistycznym zawadiackim końcem.
Przy Schumannie słyszeliśmy bardzo skomplikowany
utwór z kilkoma motywami, od salonu muzycznego do
pogoni, z rozdarciem duszy, pociechą, atakiem cho-
roby i trudnym, pięknym tańcem na końcu. Artysta
umiał to wszystko oddać, z pewnością wiele godzin
myślał nad interpretacją, a jeśli chodzi o techni-
kę pianistyczną - potrafi wszystko ! Ostatnie 20
minut miałem łzy wzruszenia w oczach, że mogłem
"dotknąc absolutu", słuchając G. Sokolova.
Pierwsi do standing ovation wstali niepełnoletni
słuchacze, nie wierząc widać, że pianista starszy
wiekiem może tak grać. Były 3 bisy, drugi był wg
mnie niemożliwy do zagrania, a jednak był. Prosimy
w następnym sezonie o jeszcze kilku takich mis-
trzów, wieczór był po prostu cudowny.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przedwczoraj nie było koncertu !

niedziela, 25 października 2009 13:24
W ostatni piątek nie było koncertu w Filharmonii, więc nie opisuję. Ale za to od jutra pięciokoncertowy festiwal młodych pianistów "Premia Filharmonii Łódzkiej", z czego będę na czterech, z wyjątkiem wtorku. Opiszę go w sobotę za 6 dni łącznie. Zobaczymy kto najlepiej gra. Młodzi artyści będą grali z orkiestrą repertuar romantyczny. Super, powodzenia !

Jeden z byłych pracodawców, świetny gość zastanawia się właśnie, czy nie dać mi pracy przedstawiciela na kraj. Branża odzieżowa, cel: pozyskać odbiorców. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Może się uda...

Od paru miesięcy nie mam świeżych filmów, boleję nad tym. Nie widzę rozwiązania tego problemu w bliskiej perspektywie.

Brakuje mi odtwarzacza mp4, stary pentagam zaginął na poczcie, nie opłaca się kupować mniejszego niż ośmiogigowy, czyli ok. 250 zł. Jakby była praca - zaraz kupuję. Chyba na pewno pentagram icer 8 GB, po opisach widać, że to byłoby to.

Cały tydzień walczyłem z zębem, był ropień, przecięty na chirurgii, obrzęk - olbrzymi, antybiotyk Dalacin C, skończyłem brać rano. Moja świetna Pani Doktor Urszula właśnie leczy go kanałowo. Było trochę bólu przy nacięciu - zapominam...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Filharmonia - Klarnecista Julien Herve dał niezwykły popis gry !

piątek, 16 października 2009 23:11
Koncert w Filharmonii Łódzkiej, który zakończył się
2 godziny temu zasługiwał na miano niezwykłego, gdyż
nieczęsto słyszy się świetnego klarnecistę w dwóch
tak różnych mistrzowskich utworach. Zaczął się Ravelem,
"Pawaną na śmierć infantki", utworem jednoczęściowym,
posiadającym wspaniały motyw przewodni, w wolnym tem-
pie grupy instrumentów kolejno się rozwijały, zdałem
sobie sprawę, że słyszałem go tysiąc razy jako ilu-
strację muzyczną w radiu. Spokojnie jego autorem
mógłby być Ennio Morricone, a nie Maurice Ravel.
Potem na estradę wszedł Julien Hevre i zagrał
z towarzyszeniem Orkiestry atonalny "Koncert na kla-
rnet i orkiestrę" Aleksandra Tansmana, w którym kla-
rnet prowadził Orkiestrę, jakby jej coś opowiadał,
a ona rozwijała pomysły muzyczne klarnetu. Zwłaszcza
w części ostatniej tony klarnetu opowiadały historię
jak dziecko rodzicom. Po prostu perełka muzyczna.
Po przerwie Pan Julien wrócił na estradę, by wy-
konać z Orkiestrą "I Koncert na klarnet" f-moll Carla
Marii von Webera. Mimo wieku utworu był to koncert
w pełni wirtuozerski, palce Pana Juliena poruszały
się po wentylach tak szybko, że szybciej już nie mo-
żna. Orkiestra tutaj "służyła" by jak najlepiej uwy-
puklić magiczne tony instrumentu solowego. Mam ten
koncert na płycie, słuchałem miesiąc temu, to wyko-
nanie było pod każdym względem lepsze. Pan Julien
chyba nie chciał bisować, choć braw było tyle, że
wychodził do słuchaczy 5 razy. Świetny solista !
Maestro Adrian McDonnell, Amerykanin, kierujący
jedną z orkiestr paryskich, spokojny perfekcjonista,
poprowadził naszą Orkiestrę jeszcze w I Symfonii Es-
-dur Camille'a Saint-Saens'a. Zaczeło się zabawą
kontrastami tonalnymi, przeszło do poważnej formy
klasycznej symfonii, Dyrygent umiał stworzyć panują-
cy w części I nastrój powagi i grozy, by w części
drugiej zaśpiewać walca, część trzecia to narastający
i rozwijany piękny motyw taneczny. Część czwarta była
tak piękna, że brakuje przymiotników, po prostu nale-
żało tam być i słuchać. Było ze 30 wolnych foteli
a Ty oglądałeś dziennik telewizyjny. Zobacz program
na www.filharmonia.lodz.pl i wybierz sobie coś.
Naprawdę warto...

Publikuję te recenzje także na Usenecie, na pl.regionalne.lodz , są czasami komentowane, dodatkowo są tam zapowiedzi na koncerty, na które się wybieram. Przepadam za muzyką z Filharmonii, ze wszystkich dóbr brakowało mi tylko tego. Teraz to mam, ja - szczęściarz.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Filharmonia - Ramon Jaffe był po prostu niesamowity !

piątek, 09 października 2009 23:02
Dzisiejszy koncert symfoniczny rozpoczęły "Fontanny
Rzymskie" Ottorino Respighiego. Utwór był tak piękny,
że mógłby zilustrować cudowną baśń. Ustawione przez
Maestro Daniela Raiskina smyczki dawały złudzenie
płynącej wody. Było kilkanaście zestawień dźwięku,
które uważałem dotąd za niemożliwe do wydania przez
orkiestrę symfoniczną, myliłem się. Fontanny stworzo-
ne zostały pod wpływem obserwacji przyrody, ściślej
czterech fontann w Rzymie w ciągu jednego dnia. Były
wspaniałe partie instrumentów dętych, otoczone koko-
nem smyczków, Fontanny miały mnóstwo niewymuszonego
piękna. Nie lekceważmy inspiracji przyrodą, wystąpiła
ona jeszcze w I Symfonii Sibeliusa po przerwie. Po-
nieważ to człowiek pierwotny wziął glinkę i na ścia-
nie jaskinii narysował drzewo. Pierwsze dzieło sztuki!

Następnie doskonały wiolonczelista Ramon Jaffe wyko-
nał z naszą Orkiestrą "Rapsodię hebrajską na wiolon-
czelę i orkiestrę Salomon" Ernesta Blocha. Przede
wszystkim trzeba napisać, że Pan Ramon miał dosko-
nały instrument, brzmienie jego basu będziemy dłu-
go pamiętać. Utwór nie był klezmerski mimo nazwy,
była w nim tęsknota za utraconym kimś lub czymś, mo-
że młodością, może domem. Nasze instrumenty dęte
blaszane popisały się idealnymi partiami. Wioloncze-
la Pana Ramona mówiła i śpiewała jak tytułowy król
Salomon, Orkiestra odpowiadała ale słyszało się
właśnie dojrzałość wiolonczeli i różnorodność tłumu.
To idealne wykonanie publiczność nagrodziła długo
trwającymi brawami. A na bis Pan Ramon wykonał...
flamenco, mistrzowski, trudny utwór, w feerii braw
zdawało się, że przerwy nie będzie. Brawo !

Po przerwie I Symfonia e-moll op. 39 Jana Sibeliu-
sa. Arcydzieło muzyki klasycznej. Nawiązujące do
poematu symfonicznego "Finlandia". Jaka jest Pier-
wsza wiedziałem, słyszałem ją w radiu 5 czy 7 razy.
I 2 razy z pożyczonej płyty. Po prostu arcydzieło.
Jest rzewna i śpiewna, są kontrasty dźwiękowe, zna-
komite sola znów miały smyczki. A składa się Pier-
wsza z transpozycji kilku starych, prostych melodii
skandynawskich. Wykonanie było godne arcydzieła,
wierne, muzykalne, wysublimowane, ale nie tracące
prostoty partytury.

Nie mogę wyjść ze zdumienia, że o kwadrans jazdy
tramwajem mam tak wspaniałą instytucję kulturalną,
i że do tej wiosny w ogóle z tego nie korzystałem.
A Ty zacznij od tej jesieni, zachęcam...

 

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziś w Filharmonii - Udany występ Natalii Ehwald i ... ten Rachmaninow !

piątek, 02 października 2009 23:15
Dzisiejszy koncert w Filharmonii Łódzkiej zaczął się
Uwerturą Koncertową Mendelssohna-Bartholdy'ego Hebrydy,
utworem napisanym pod wpływem zwiedzania Groty Fingala.
Była w tym urocza współgra smyczków i instrumentów dętych,
mistrzowskie budowanie napięcia, zawierające wiele
szczegółów piana Orkiestry. Utwór znakomity na początek
wrażeń.

Po przerwie na dostawienie fortepianu wystąpiła 26-letnia
Niemka Natalia Ehwald w "Dziewczęcym Koncercie" Clary
Wieck-Schumann, dziewczęcym, bo napisanym przez Kompozy-
torkę w wieku 15 lat. Kompozytor - kobieta, właściwie
dziewczyna, więc dawałem "fory" temu utworowi, licząc,
że będzie słabszy. A tu nie..., symfonika pierwszej ligi,
urocza zabawa najwyższych dźwięków fortepianu ze średnimi
dźwiękami Orkiestry. Słyszało się "słowiańszczyznę" tonu,
Koncert był wybitnie romantyczny. Był wspaniały dialog
fortepianu z wiolonczelą [brawa dla naszego I wioloncze-
listy !]. Żaden kompozytor romantyczny nie powstydziłby
się takiego dzieła, brawo !
A Pani Natalia... Bardzo muzykalna, świetna technicznie.
W tonie jej fortepianu zbrakło jednak jeszcze idealnego
zgrania z Orkiestrą Symfoniczną, to przyjdzie za jakiś
czas, raczej krótki.

Po przerwie I Symfonia d-moll Sergiusza Rachmaninowa,
klasyczny muzyczny "półkownik", czekała 50 lat na odkrycie
jej wartości. Było w niej niezwykłe bogactwo tonów, miała
melodyjność pieśni, wybitną muzykalność dzieła muzycznego,
były "zaskoczenia" tonalne, tak niespodziewane, jak miłe
melomanom. W części III było znakomicie budowane napięcie
i atmosfera niepokoju, a zaraz potem ożywcze powiewy nadziei.
Część ostatnia była monumentalna, dźwięki płynęły przejrzy-
ście, była pompatyczność i nagle.... walc, prosty, piękny
walc. Jeszcze forte na zakończenie i ..., już koniec, jaka
szkoda.... Maestro Paweł Przytocki wspaniale dyrygował dziś
Orkiestrą, a nagraną przez Niego z Gdańszczanami płytę CD
I Symfonii Rachmaninowa można było nabyć wychodząc [25 zł]

W październiku tyle się dzieje w Filharmonii, że zbyt wiele
pisać, wejdzcie na www.filharmonia.lodz.pl i wybierzcie
sobie coś.

 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Byłem na Dniu Otwartym w Filharmonii Łódzkiej !

czwartek, 01 października 2009 18:08
Wybrałem się dziś po południu na Dzień Otwarty do Filharmonii. Z grupą uroczych i grzecznych dzieciaków zobaczyłem przeróżne zakamarki, na ogół niefotogeniczne. Obeszliśmy gmach od piwnic po strych. Oto, co sfotografowałem:


Widok ogólny gmachu.


Zakamarki, pudła na kontrabasy, przymocowane na stałe do ściany.


To już następna grupa.


Samotny wiolonczelista, naprawdę grał...


Sala Koncertowa, widok na estradę.


Widok z góry na dół klatki schodowej zewnętrznej.


Foyer główne.


Dzieciaki w foyer miały aż troje przewodników.


Słuchaliśmy z zainteresowaniem...


Foyer na piętrze, widok od wschodu.


Nowoczesna architektonicznie klatka schodowa.


Foyer, widok od zachodu.


Na ścianach wystawa zdjęć z Festiwalu Wędrownego "Kolory Polski".


Widok z kas na foyer przy szatni.

Było super, muszę się bardziej interesować, co się w mieście dzieje i chodzić, gdzie można.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Guy Braunstein i Orkiestra przeszli samych siebie !!!

piątek, 25 września 2009 22:48
Dzisiejszy koncert w Filharmonii Łódzkiej wypełnił do przerwy I Koncert
Skrzypcowy a-moll Dymitra Szostakowicza, solistą był I skrzypek Filharmoników
Berlińskich - Guy Braunstein. Muzyka była b. zróżnicowana, słyszało się taniec w
kozackim obozie, powtarzaną prostą melodię skrzypiec i zazdrosne o tę prostotę
partię Orkiestry. W Pasakalii była szara rosyjska codzienność i wybijające się
ponad tę szarość solo skrzypiec, radosna, pełna nadziei część czwarta -
Burleska. A Braunstein umiał to wszystko oddać, grając ten arcytrudny utwór
jakoś normalnie, po słowiańsku. Przypominał wiejskiego wędrownego muzyka na
targu, tylko w przeciwieństwie do grajka grał genialnie. Dwa razy bisował
krótkimi mistrzowskimi utworami, więc wiecie ile trwały oklaski. Zasłużone !
Po przerwie muzycy zagrali V Symfonię B-dur Sergiusza Prokofiewa, symfonię
zapowiadającą brzmieniem nadejście muzyki współczesnej. I to się słyszało.
Należy wyróżnić muzyków na instrumentach perkusyjnych i bardzo podobali mi się
kontrabasiści. Był w V Symfonii Prokofiewa motyw jazdy saniami w "trojkę" koni,
była pasja. Trzecia część adagio zabrzmiało tajemniczo, ale był w niej także
niezwykły blask, zawierała świetne odniesienie do starej symfoniki
beethovenowskiej. Część ostatnia zbierała poprzednie treści, rozwijając
niektóre. Słuchało się tej Symfonii z podziwem. Gdy ktoś nie rozumie muzyki
współczesnej, powinien wysłuchać właśnie tej Symfonii, dała podwaliny pod tzn.
muzykę nową.
Maestro Michał Nesterowicz w najlepszej dyrygenckiej formie, Orkiestra FŁ
grała z zapałem, bardzo czysto i wiernie. Doskonały koncert, który będzie się
długo pamiętać.
Piotr Sadrakuła

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 21 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 2849

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O mnie

O moim bloogu

Blog 42-letniego mężczyzny z Łodzi, średnie, angielski, komputer, od listopada 2007 bezrobotnego, szukającego pracy jako handlowiec lub PH. " Jestem wojownikiem i ascetą, poszukuję piękna i przyjaźni ...

więcej...

Blog 42-letniego mężczyzny z Łodzi, średnie, angielski, komputer, od listopada 2007 bezrobotnego, szukającego pracy jako handlowiec lub PH. " Jestem wojownikiem i ascetą, poszukuję piękna i przyjaźni " - to moje motto

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.06.2009 16:52:31
  • autor: Guzik
  • treść: Tragedia
    ogar...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: